Na wczorajszym spotkaniu w Dorotowie "udało mi się " wzbudzić zdziwienie części obecnych pewną refleksją, będącą pokłosiem znakomitego wystąpienia R. Bętkowskiego zahaczającego swoją wymową o fakt instrumentalnego traktowania historii. Jako przykład podałem casus „dziadka  z Wehrmachtu”. Dlaczego akurat ten szczyt hipokryzji twórcy (J. Kurskiego) potraktowałem za przykład instrumentalnego traktowania historii? Zastanawiając się nad motywami, które skłoniły  J. Kurskiego do wykorzystania tego narzędzia w walce politycznej, przyszły mi do głowy dwie możliwości: totalna ignorancja zwycięscy telewizyjnych konkursów wiedzy historycznej bądź instrumentalne traktowanie wrażliwego i trudnego wycinka historii Polski i Polaków. Obie możliwości świadczą o kondycji etycznej obecnego europosła, wszystkiego tłumaczyć walką polityczną się nie da, ale zostawmy to…

                Poruszyłem także kwestię ciekawej prowokacji nt. Obrońców Monte Cassino. Prowokacja polegała na tym, że zatelefonowano w okresie kampanii wyborczej do kilku polityków z ofertą oficjalnego poparcia Stowarzyszenia Obrońców Monte Cassino, niektóre odpowiedzi naszych polityków są ciekawe, dla przykładu:Dr Joanna Mucha, dwójka z Lublina- To wy się jeszcze pytacie? Pewnie, że tak. Jeszcze na stronie informację umieszczę, pochwalę się waszym poparciem.
 
 
                Pomijając fakt pędu za deklaratywnym poparciem w okresie przedwyborczym; to w innym aspekcie tuż za rogiem sprytnie czai się wielkie „ALE”. Otóż, czy aby na pewno sytuacja jest tak jednoznaczna? Kto interesuje się historią Polski ten wie, że nasze dzieje są niesamowicie skomplikowane, trudne i delikatne. Mamy ogrom momentów, w których szarość jest dominująca a wszelkie osądy muszą świadczyć o niedouczeniu. Kilka lat temu dotarłem do opracowania, z którego wynikało, że pod Monte Cassino zginęło więcej Polaków w mundurach niemieckich broniąc wzgórza i klasztoru niż Polaków z II Korpusu Gen. Andersa (straty: 924 żołnierzy zabitych, 2930 zostało rannych, a za zaginionych uznano 345). Po latach zakłamania historii pojawiają się pozycje naukowe, które poruszają to trudne zagadnieniem, pojawił się  film „Dzieci Wehrmachtu”, lecz historyczna świadomość zbiorowa naszego narodu  niestety w tej kwestii jeszcze mocno szwankuje. Mało, kto wie, że nawet do 500 tys. Polaków mogło służyć w Wehrmachcie. To znacznie więcej niż w PSZ na Zachodzie (240 tys.) i w polskiej armii w ZSRR (107 tys.) . Najwięcej mężczyzn wcielono do niemieckiej armii ze Śląska (ok. 350–400 tys.) i z Pomorza – ponad 80 tys. Polacy strzelali do siebie m.in. pod Stalingradem, w Afryce, w Normandii, ginęli na Krecie czy w Finlandii wspierając armię Fińską w trakcie wojny z ZSRR.
                 Wracając do Monte Cassino, autor książki „Polacy w Wehrmachcie” - prof. Ryszard Kaczmarek dyrektor Instytutu Historii UŚ- powołuje się na przypadki braci, którzy polegli pod Monte Cassino, ale spoczywają na osobnych cmentarzach, bo nosili mundury przeciwnych armii. Muszą Państwo przyznać, że ww. przykład może stać się symbolem niezwykłej złożoności naszej historii. Trudnej, często przemilczanej, zbyt szybko osądzanej i oby nigdy więcej nietraktowanej instrumentalnie.