Czytając ostatnie teksty redaktora Zaremby czy braci Karnowskich odnoszę wrażenie, że rzeczonym trudno zrozumieć podejście typowo do rzeczy, konkretnie do sprawy, bez wprowadzania typowego dla obecnej sytuacji i poziomu dyskusji
w Polsce podziału na My-Oni (ew. prawdziwi Polacy-postępowi Europejczycy etc…) stay on issue not a person...
Redaktor Zaremba jednocześnie w ostatnim tekście poddaje krytyce częste w ostatnich dniach aluzje polityków prawicy do spuścizny prof. Wiesława Chrzanowskiego. Świadectwo życia Marszałka Chrzanowskiego jest w istocie świadectwem trudnych wyborów u podstaw których zawsze stało dobro Polski a nie prywata czy osobiste uprzedzenia. W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego, Wiesław Chrzanowski pomimo tego, że sceptycznie (delikatnie mówiąc) nastawiony do idei zrywu narodowego w tym czasie i miejscu, wziął broń do ręki i walczył. Zapewne po klęsce powstania nie wyrzucał innym „a nie mówiłem” tylko autentycznie przeżył porażkę walczącej Warszawy. W powstaniu stracił narzeczoną i został ranny. Polska straciła najlepszą tkankę biologiczną a jednocześnie przyszły Marszałek Sejmu RP zdawał sobie sprawę, że nie czas na polityczne przerzucanie się odpowiedzialnością za wybuch powstania, lecz należy dołożyć wszelkich starań aby Polska w trudnym okresie stalinizmu pozostała Polską.
Dziś mamy do czynienia z dużymi hasłami o „najmojszej” prawdzie i przerzucaniem (albo odrzucaniem) się polityczna odpowiedzialnością za niemal każdy aspekt życia ogólnospołecznego. Ktoś powie, to cecha polityka… możliwe ale z całą pewnością nie jest to cechą mężczyzn. Dziś brakuje nam politycznych liderów, mężczyzn z wizją i odwagą wzięcia odpowiedzialności za trud przemian. Dziś mamy do czynienia z histerią rozwydrzonych politycznych chłopków wraz z armią wiernych chodzących maszynek do głosowania przy wsparciu wyznawców kupujących w ciemno każdą wypowiedź lidera, często racjonalnie sprzecznej z wcześniejszymi. Oczywiście każdemu z nich dobro Polski leży głęboko na sercu. Lecz czy coś z tego wynika dla kraju i jego mieszkańców?



Nie poddawałem krytyce aluzji politykow prawicy, tylko wypowiedzi ludzi liberalnej lewicy, z Gazetą Wyborczą na czele. Ludzi ktorzy nie czekając nawet na pogrzeb dalejże się zachwycać dorobkiem zmarłego pomijając z niego jednak starannie wszystko co dla nich niewygodne. Przykład Pana komentarza unaocznia mi smutną prawdę - trzeba pisać łopatologicznie, jak największymi literami. Inaczej najprostszy tekst (pisałem tam przecież o konkretnych publikacjach GW i o uznawaniu interesu narodowego za pusty dżwięk) będą nierozumiane przez czytelników. O co skądinąd Panu chodzi w rozpoczynających Pański komentarz pretensjach do naszej publicystyki, ciężko zrozumieć. Niech Pan sam to jeszcze raz uważnie przeczyta. Przyzna mi Pan rację